Google nieustannie rozwija swojego chatbota opartego na AI — ostatnio nawet przeszło z Bardem do fazy otwartych testów. Jednak firma doskonale zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, jakie kryją się za tego typu technologią, dlatego rzekomo ostrzega przed nią swoich pracowników.
Alphabet idzie w ślady m.in. Amazona i Apple
Jak podaje Reuters, Alphabet (spółka-matka Google) nakazała swoim pracownikom, aby nie przekazywali chatbotom (czy to Bardowi, czy wytworom innych firm) żadnych wrażliwych informacji. Przyczyna jest prosta — firma boi się wycieków.
Po pierwsze, niektóre rozmowy z chatbotami są analizowane przez ludzkich pracowników twórców, aby polepszyć jakość świadczonych usług. Po drugie, doświadczenie zebrane poprzez konwersacje jest wykorzystywane do dalszego trenowania botów, które mogłyby następnie użyć pozyskanych tajnych informacji w rozmowie z innymi użytkownikami.
Rzekomo Alphabet chce także, aby jego pracownicy unikali bezpośredniego wykorzystywania (kopiuj-wklej) kodu wygenerowanego przez chatboty. Inni giganci świata technologicznego rzekomo mają podobne podejście.
Business Insider donosił, że Amazon już w styczniu instruował pracowników, aby nie wklejali do ChatuGPT żadnych wrażliwych informacji, w tym także kodu pisaego na potrzeby firmy.
Z kolei w maju The Wall Street Journal przekazał, że Apple zabrania swoim pracownikom korzystania zarówno z ChatuGPT, jak i Copilota, narzędzia do pisania kodu Microsoftu. Nie wiadomo, jak na sprawę zapatruje się sam Microsoft.
Samsung doświadczył już wycieku spowodowanego przez używanie AI
Samsung również zakazał swoim pracownikom korzystania z ChatuGPT. Jednak nie jako działanie prewencyjne, a w reakcji na wycieki, które już zdołano zlokalizować. M.in. ustalono, że jeden pracownik Samsunga wkleił do chatbota poufny kod i poprosił o naprawienie błędów, a inny — o optymizację. Ktoś również… proprosił bota o sporządzenie notatek z wewnętrznego spotkania firmy.
Warto zaznaczyć, że wcześniej koreański gigant pozwalał pracownikom na korzystanie z tego bota, ale w celach edukacyjnych, a nie takich, jak wymienione powyżej. Wspomnieni pracownicy muszą liczyć się z konsekwencjami dyscyplinarnymi, a inni muszą na dobre pożegnać się z ChatemGPT i podobnymi rozwiązaniami w pracy.
Co Wy o tym wszystkim myślicie? Dajcie znać w komentarzach!
WARTO PRZECZYTAĆ:







