Zapowiedziany na 27 lutego debiut klasyków z Game Boy Advance na konsoli Nintendo Switch budzi ogromne emocje wśród fanów serii. Mimo wysokiej ceny i niejasności dotyczących kluczowych funkcji, odświeżone wersje Pokemon FireRed i LeafGreen błyskawicznie wspięły się na szczyty list sprzedaży cyfrowego sklepu Nintendo.
Znikające wsparcie dla transferu stworków
Największą kontrowersją towarzyszącą tej premierze jest kwestia kompatybilności z usługą Pokemon Home. Funkcja ta, pozwalająca na przesyłanie złapanych Pokemonów między różnymi grami i generacjami, była początkowo wymieniana jako główny atut nadchodzących portów. Fani zauważyli jednak, że wzmianki o wsparciu dla Home zostały po cichu usunięte z opisów gier w eShopie.
Spekuluje się, że informacja ta mogła pojawić się przedwcześnie i oficjalne potwierdzenie nastąpi podczas nadchodzącego pokazu Pokemon Presents. Inna teoria zakłada, że funkcja ta zostanie dodana dopiero w późniejszym terminie po premierze. Brak jasnej deklaracji ze strony Nintendo jest o tyle istotny, że porty nie oferują nowej zawartości, odświeżonej oprawy ani rozgrywki online, ograniczając się jedynie do lokalnej łączności bezprzewodowej.
Pokemony wracają do Kanto i wracają do antycznych mechanik. Jedną z nich będzie brak możliwości zmiany języka gry dla “zachowania wierności oryginałom”. Kolejną kontrowersją jest fakt, że gry będą płatne mimo tego, że w teorii powinny być dostępne w abonamencie Nintendo Switch Online. Gry zostały wycenione na 16,99 funtów (około 20 dolarów) za każdą wersję. Mimo tych ograniczeń, nostalgia za 30-leciem marki sprawiła, że tytuły te zdominowały rankingi sprzedaży jeszcze przed oficjalnym rynkowym debiutem.
WARTO PRZECZYTAĆ:







