Ziemia, wrzesień roku 2023. Cały świat gier RPG został podbity przez Baldur’s Gate 3. Ale czy na pewno? Nie! Jest jedna (nie)mała wioska zamieszkana przez nieugiętych galów fanów, która wciąż stawia opór legionom stacjonującym w obozach wokół Wrót Baldura i czeka na następną grę Bethesdy: na słynnego Skyrima (lub jak kto woli: Fallouta 4) w kosmosie.

Tylko czy było na co czekać? Zanurzając się w otchłań, łatwo przychodzi na myśl pytanie: czy leci z nami pilot? Postaramy się na to pytanie odpowiedzieć w naszej recenzji Starfield!

2023: Odyseja Kosmiczna

Na razie skupmy się jednak na bohaterze naszej recenzji. Starfield zaczyna się w wyjątkowo charakterystyczny dla gier Bethesdy sposób: tworzymy postać, wybieramy perki (które równie tradycyjnie mają niewielki wpływ na cokolwiek), a następnie zostajemy rzuceni w wir historii. Historii, która od razu stara się przedstawić nas jako swego rodzaju wybrańców do rozwiązania zagrożenia na wielką (kosmiczną) skalę. Czeka nas prawdziwa odyseja kosmiczna!

Przydługi wstęp zostaje szybko przykryty prezentem w postaci statku kosmicznego, którym ruszamy na przygodę. I tu dochodzimy do chyba najlepszej części Starfielda: latanie statkiem kosmicznym jest super przyjemne, w prosty, “zręcznościowy” sposób, którego tak brakowało w No Man’s Sky. Opanowanie latania jest równie proste, co opanowanie walki, która na szczęście jest wyzwaniem i pozwala się przez chwilę poczuć jak w Gwiezdnych Wojnach.

Autostopem przez galaktykę

Co jest jednak bardzo dziwne w Starfieldzie: gra poniekąd wręcz ogranicza nasz czas spędzony w locie, pozwalając na szybką podróż z planety na planetę w zasadzie bez dotykania statku. Sekwencje lotu były chyba najlepszą częścią wspomnianego NMS – i to mimo faktu, że rozmazanie wywołane przez hipernapęd było w zasadzie ukryciem ekranu ładowania.

recenzja starfield statek kosmiczny

Różnica jednak tkwi w szczegółach: taki ekran ładowania sprawia niesamowitą satysfakcję, podczas gdy w Starfieldzie będziemy się co chwila patrzeć w zwykłe ciemne loading screeny, dzielące rozgrywkę na części. A tych jest absolutna masa. Właściwie w kontekście podróży całą grę możemy przejść przez odpowiednie wybory w menu i oglądaniem loading screenów.

Dużo loading screenów i wątpliwe zastosowanie szybkiej podróży to jednak niejedyne problemy z punktu widzenia samego interfejsu. Gra nie ma… mapy. Jakiejkolwiek.  Tzn. żeby pozostać fair: jest “mapa” układu gwiezdnego, która przypomina bardziej wykres z zaznaczonymi punktami na siatce. Wygląda, jakby tam czegoś brakowało: np. mapy.

Podobnie jest w miastach: kiedy ostatni raz jakaś gra kazała wam szukać sklepu na czuja, bez zaznaczania go na mapie? Miasta map nie mają w ogóle i ciężko mi tu znaleźć jakiekolwiek wytłumaczenie takiej decyzji. Nie ma to żadnego związku z realizmem, w końcu we współczesnym świecie każdy z nas ma przy sobie mapy w postaci aplikacji na smartfony.

…i jeśli wciąż nie jest wam mało: system ekwipunku jest po prostu fatalny. Całość zabawy będzie wymagała od was ciągłego przerzucania itemów między ekwipunkami swoim i swojego companiona, także przestrzeni bagażowej statku. Niestety, gra nie pozwala na otwarcie okien dwóch ekwipunków jednocześnie, co znacząco utrudnia sprawę.

Na skraju jutra

Reszta gry to jednak typowy symulator chodzenia (i strzelania) od Bethesdy. Główna historia w pewnym momencie wpada w bardzo długą pętlę, w której robimy dokładnie te same rzeczy, w takich samych dungeonach, ale na różnych planetach. Fakt, że historia jest tradycyjnie nijaka, nie pomaga przezwyciężyć szybko ogarniającej nudy. Nie jestem w stanie opisać sytuacji, która by mi zapadła bardziej w pamięć. A przynajmniej nie w pozytywnym sensie.

stafield recenzja gameplay

Podobnie jest z side questami, które są wyjątkowo generyczne. Czy jednak cokolwiek z tego jest zaskoczeniem? Kolejne gry Bethesdy od zawsze trzymają się utartej formuły. Lubiliście budowanie baz w Falloucie 4? No to teraz możecie tworzyć kosmiczne bazy. I własne statki kosmiczne. I broń. Lubiliście mieć companiona? To teraz macie kilku do wyboru.

Strzelanie jest przyjemne, a więc i sama gra na pewno się wielu osobom spodoba. Osobiście odczuwam jednak, że nic mnie w niej nie wciąga. Historię i questy możemy tradycyjnie rozwiązywać na różne sposoby, budując charakter naszego bohatera. Aczkolwiek najczęściej wszystko się sprowadza do mocno stereotypowych wyborów: będziesz miły i pomocny, czy będziesz wolał hajs? Czy będziesz niemiły i zażądasz kasy z góry?

Sposobem na zachęcenie do robienia contentu są oczywiście itemy, które otrzymujemy w nagrodę. Te często będą na tyle dobre, że wystarczą za marchewkę na kiju, ale ponownie: ostatecznie nie są ciekawe. Najlepsze itemy będą miały bonusy pasywne, które w zamierzeniu mają zmieniać gameplay, ale po prawdzie są zbyt zachowawcze, żeby mieć większy wpływ na dłużej.

Kosmiczne jaja

Niewiele dobrego można powiedzieć również o wykreowanym świecie. Miasta są pełne ciekawych nawiązań do wszystkiego związanego z popkulturą science fiction, ale to właściwie tyle. Poza tym są stworzone wyjątkowo sterylnie i nie zapadają w pamięć. W pamięć zapadną za to identyczne obozowiska, które są często jedynym “ciekawym” obiektem na planecie. Cała reszta to losowo generowane pustkowie.

Nie pomaga w tym grafika. Nie bójmy się tego powiedzieć głośno: Starfield jest brzydki. Jak na grę wydaną w 2023 roku wygląda po prostu słabo. Co w tym wszystkim najśmieszniejsze: biorąc pod uwagę ogólną brzydotę, wymagania sprzętowe ma absolutnie z kosmosu. Krzyk słabej optymalizacji będzie dobiegał na każdym kroku i to mimo faktu, że na mocniejszych sprzętach gra działa dobrze.

Problem jednak leży gdzie indziej: Starfield to pod względem technicznym gra składana na srebrną taśmę i zipki. To wciąż ten sam silnik, na którym na dobrą sprawę był tworzony Morrowind w 2003 roku (Creation Engine to fork silnika Gamebryo stworzony po Falloucie 3)! Jasne, od tamtej pory był wielokrotnie ulepszany i łatany, ale na każdym kroku widać, że jego termin ważności już dawno upłynął.

Przyjrzyjcie się modelom postaci. Zupełnie jakby Bethesda po prostu skopiowała modele z Fallouta 4. To ośmioletnia gra! Zresztą właściwie nie mamy pewności, czy dokładnie taki zabieg nie został zastosowany.

Szklanką po łapkach

Zastanawiacie się, czemu Bethesda wciąż używa tego starego silnika (i użyje go do Elder Scrolls VI)? Odpowiedź jest prosta: mody. Stworzenie nowego silnika to czasochłonne i kosztowne zadanie. A stworzenie nowego silnika, który w równie udanym stopniu będzie pozwalał na modowanie zawartości to kompletnie inna bajka, wykraczająca mocno poza skalę.

starfield recenzja grafika

Mody to duży plus i prawdopodobnie najważniejsza zaleta, dla których gry Bethesdy wyrobiły sobie tak wierną grupę fanów. Nie zamierzam narzekać na możliwość modowania gry, jednak warto wytknąć ważny fakt: oczekiwanie, że gracze sami naprawią sobie grę modami, nie jest śmiesznym memem. To smutna rzeczywistość, w której Bethesda stosuje wyjątkowo antykonsumenckie praktyki.

Przykład? Jeden z moderów dostał wersję testową gry po to, żeby już na premierę był dostępny mod implementujący FSR od AMD. Nie zdziwcie się, jeśli problem z mapami, a w szczególności z ekwipunkiem zostanie rozwiązany przez moderów szybciej, niż zrobi to producent gry.

Odnoszę wrażenie, że Bethesda sobie sama strzela w stopę takimi praktykami, a wcale nie musiało tak być. Starfield nie jest jakoś mocno zbugowany (w porównaniu do ich wcześniejszych gier). Drobne bugi nie przeszkadzają w rozgrywce i raczej nie by nie spowodowały fali negatywnych komentarzy. Poleganie na moderach ma jednak drugie dno i coraz więcej graczy zaczyna mówić o tym głośno.

Spokojnie, to tylko awaria

I to ogólnie rzec biorąc tyle jeśli chodzi o Starfield. Jeśli lubicie sandboxowe gry, to Starfield przypadnie wam do gustu. Pod tym względem zabawy jest mnóstwo: samo budowanie baz i statków pochłonie was na długie godziny. Do kompletu dostaniecie też odhaczanie kolejnych zwierzątek, które działa podobnie jak skanowanie w No Man’s Sky. Mnóstwo roboty, a contentu na kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset godzin. O ile to lubicie.

Jeśli to nie wasz styl, możecie odpuścić Starfielda. Jest wiele lepszych gier. Jeśli to lubicie albo wręcz jesteście fanami Bethesdy, to na spokojnie mogę wam to grę polecić. Czeka was kolejna przygoda, gdy tylko skończycie udowadniać mi, że się mylę w swojej ocenie.

Czy leci z nami pilot? W tym przypadku logicznym wyborem na pilota jest Todd Howard, czyli producent wykonawczy Bethesdy. W końcu jedno trzeba im przyznać: każda ich gra generuje absolutne morze szumu medialnego. Każde słowo Todda jest odmieniane na każdy sposób przez wszystkie media. Taki miał też być Starfield: miał oferować to, co najlepsze gry Bethesdy uwielbiane przez fanów, ale więcej, bo w kosmosie. Miał mieć rozmach planetarny godny No Man’s Sky, ale bez nudy powodowanej przez losowo generowane lokacje.

Problem jest taki, że to, co dostaliśmy może i starcza na długą rozgrywkę w kosmicznych klimatach, ale na wierzch wychodzą przede wszystkim antykonsumenckie praktyki podlane sosem z marketingowego bełkotu współczesnych wielkich korporacji. A nasz pilot jest głównie znany właśnie z tego.

recenzja starfield optymalizacja

Recenzja Starfield – podsumowanie i ocena

Gra pęka w szwach od słabej grafiki i fatalnej optymalizacji. Zamiast najlepszych elementów z poprzednich gier dostaliśmy ponownie powtarzanie tych samych podziemi. Zamiast planet ciekawszych niż w NMS, te są tak samo nudne i proceduralnie generowane. Fabuła jest równie nijaka, a questy poboczne generyczne i nieciekawe. A pozytyw w braku większych bugów przykryty przez poleganie na moderach w sprawach, które powinny być załatwione przez producenta w trakcie produkcji.

Ale wiecie co? Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nikt by o tym nie mówił głośno, gdyby nie te wścibskie dzieciaki z Larian Studio i ich Baldur’s Gate 3, który umieściłem we wstępie absolutnie celowo. Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że 2023 rok będzie należał do Diablo 4 i Starfielda, ew. nowej Zeldy.

Tymczasem okazało się, że BG 3 zrobił dużo większy szum, niż ktokolwiek się spodziewał. A że jednocześnie jest bardzo dobrą grą, dopracowaną, bogatą w content i w dużej mierze wolną od typowo korporacyjnych wtrętów, to ze względu na zbliżoną datę premiery porządnie dał się we znaki Starfieldowi. To właśnie gra Bethesdy musi się teraz zmierzyć z wysokim standardem wyznaczonym przez grę Larian Studio. I to właśnie ona przegrywa to starcie w przedbiegach, choćby przez dużo wyższą cenę.

W mojej recenzji Starfield to 6/10. Osoby niebędące fanami Bethesdy raczej się od tego tytułu odbiją, chyba że naprawdę nie będą mieli w co grać. Osoby, które są fanami… cieszy mnie ich radość, chociaż mam nadzieję na trochę konstruktywnej krytyki, gdyż tylko ona dzieli nas od jeszcze większego wyciskania branży przez korporacje.

Plusy

  • Kolejna wielka gra dla fanów gatunku.

Minusy

  • I tylko dla nich.
  • Grafika wygląda słabo na 2023 rok, a wymagania są wysokie.
  • Zadziwiające braki w interfejsie.
  • Nie ma nic, co by zapadło w pamięć.

WARTO PRZECZYTAĆ:

doom eternal wymagania pc Doom Eternal wymagania – jaki PC będzie optymalny?
Serii Doom większości graczy przedstawiać nie trzeba. Pierwszoosobowe strzelanki od id Software z Doomguyem w roli głównej cieszą się ogromną popularnością już od końcówki 1993
microsoft Microsoft kupił Bethesdę, twórców m.in. Skyrima i Fallouta
O tej transakcji będzie głośno jeszcze przez długi czas. Microsoft zdecydował się zakupić ZeniMax Media – firmę, w skład której wchodzi Bethesda Works, a także
skyrim wymagania TES V: Skyrim wymagania na PC – sprawdź kompletną listę
The Elder Scrolls V: Skyrim od Bethesdy to gra już wręcz legendarna. Przez wielu uważana za najlepszą lub chociaż jedną z najlepszych gier RPG w
Udostępnij

Jako duchowy przewodnik portalu TechPolska, oddaję się z pasją światu technologii i gamingu. Moje serce bije szczególnie mocno dla gier RPG, gdzie zanurzam się w skomplikowane światy i rozbudowane fabuły, ale równie chętnie oddaję się strategii, planując, manewrując i zdobywając wirtualne imperia.

1 Komentarz

  • Jan Korneliusz, 9 września 2023 @ 03:00 Odpowiedz

    Dobra i sprawiedliwa recenzja, gra to gniot dla casuali którzy kupią grę bo hype, pograją godzinę i rzucą w kąt. Idealny produkt dla MS i do gamepassa – słaby średniak, gra wydmuszka, reklamowana kłamstwami i bez żadnych standardów jakości – aby tylko było dużo i głośno na premierę, a reszta to już nie ma znaczenia. Nie spodziewlem się cudów, ale zagrałem w GP i okazało się nawet wyraźnie gorsze niż myślałem, gra już odinstalowana. Gra jest nawet gorsza niż poprzednie produkty bethesdy, taki skyrim był słaby pod wieloma względami, ale chociaż miał ten otwarty, wtórny świat. A tutaj nie ma nawet tego, gra to dosłownie symulator loadingów i szybkiej podróży, jak się chce coś zrobić to trzeba się przeklikać i zrobić kilkanaście krótkich przerw od gry… To jest niesamowite w 2023. Technologicznie zacofana i brzydka. Te paskudne filtry mające zakryć niedoskonałości – wygląda to mniej więcej jak przypudrowana 70-letnia magda gesler próbująca udawać 20-latkę, brzydota i wiek wylewa się spod tej plamy. jeszcze te zupełnie niepotrzebne proceduralnie generowane mapki, gdzie jak się przejdzie kawałek to silnik głupieje i wypluwa jakieś anomalie graficzne – po co to komu? Pic na wodę do reklamy. A a za usunięcie przez MS gry z ps5 to też należy się obniżenie końcowej oceny o połowę, jak chcą mieć exy to niech się wezmą za produkcję własnych gier jak sony, a nie pożerają resztki producentów multiplatformowych

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *